piątek, 25 marca 2016

Mamo, czytaj etykietki !!! - cukier, syrop glukozowo-fruktozowy, maltodekstryna i inne potwory- wstępne ostrzeżenie.


   Kochane, nie mamy wymówek. Większość produktów które jemy i serwujemy naszej rodzinie ma etykietki, każdą substancję z etykietki można wygooglować i dowiedzieć się czym jest. Żyjemy w czasach gdzie większość żywności ze sklepów po prostu nas niszczy od środka, ale równocześnie w czasach gdzie mamy łatwy dostęp do informacji, gdzie w telewizji, radiu, książkach trąbią byśmy się obudzili i wrócili do zdrowego prostego odżywiania. Nasze mamy i babcie nie miały tego komfortu, żyły na przełomie czasów, gdzie zostały zalane nowościami w żywieniu, jednocześnie nie mając dostępu do prawdy o tym że jest ono nie zdrowe, a wręcz zabójcze. Dlatego często radzą nam, by poić dzieci wodą z glukozą, by dosładzać. herbatki, by dokarmiać "mleczkiem z apteki". One mają do tego prawo, my mamy dostęp do informacji i nie możemy ich ignorować.

 Już od pewnego czasu rozpoczęłam walkę z cukrem i białą mąką. Co rusz trafiałam na informacje, że to cukier, a dokładnie chemicznie przetworzony cukier i inne substancje słodzące, są odpowiedzialne za tycie i wiele chorób bliskich naszej cywilizacji. Najbardziej przystępnie pisze o tym Beata Pawlikowska w swojej książce "Największe Kłamstwa Naszej Cywilizacji". Post ten nie jest recenzją tej książki, jest napisany pod jej natchnieniem i z potrzeby serca by powstrzymać nas od bezwiednego faszerowania naszych dzieci cukrem. Kto nie lubi naukowych wywodów, ale sensowne informacje, temu na pewno spodobają się książki z serii "W dżungli zdrowia" napisane przez panią Beatę. Dziś chcę się skupić na cukrze. Słowo cukier pojawia się tu często, ale nie zależy mi na dobrej formie literackiej tekstu, ale na przekazie, na otworzeniu nam oczu. By ułatwić odbiór postu, wypunktuję najważniejsze rzeczy:

1. Nasz organizm  umie radzić sobie z naturalnie występującymi cukrami, w ich naturalnej formie. 
- np. weźmy sobie jabłko, z nim poradzimy sobie nieźle, jest ono zbiorem substancji które wspólnie pobudzą nasz organizm do właściwej pracy. Forma jabłka spowoduje też że nie zjemy cukru za dużo, bo przy 5 jabłku rozboli nas brzuch, tak samo jak po całej kiści winogron. Dodatkowo substancje zawarte w owocu pomogą nam sobie z tym cukrem poradzić, i wspomogą i odżywią nasz organizm. Skoro jabłko i winogrono jest słodkie i smaczne, musi być zdrowe, tak Bóg je stworzył.
Dawaj swojemu dziecku owoce i warzywa w cząstkach już on najmłodszych lat,a  nawet miesięcy, by przyzwyczaić je do tej najzdrowszej dla naszego organizmu formy.

2. Sok już nie taki zdrowy.
Sok jest już pewnego rodzaju formą przetworzenia owocu. Jesteśmy go w stanie wypić bardzo dużo, a za tym idzie przyjąć więcej cukru niż nasz organizm potrzebuje. Kiedyś ludzie wyciskali soki ręcznie, za pomocą prymitywnych narzędzi, było to pracochłonne i dlatego nie wypijali ich takich dużych ilości jak dziś, kiedy mamy je na sklepowych półkach. Do tego to co znajduje się w kartonie z sokiem często ma mało wspólnego, jest dosłodzone, i do tego z koncentratu. Tak, tak nawet sok jabłkowy 100% nie jest prawdziwym sokiem z jabłka. wytwarza się go z koncentratu i jest on często znacznie słodszy niż taki toczony.
Staraj się podawać dziecku małe ilości soków przecierowych, lub soki tłoczone z owoców, najlepiej rozcieńczaj je z wodą, a najlepiej od najmłodszych lat ucz dziecko picia wody, herbatek ziołowych, lub wody z małą ilością naturalnych soków owocowych.

3. Bułka niczym cukrowy baton.
Skąd to porównanie? a no dlatego że bułka z białego pszennego pieczywa potrafi podnieść cukier tak szybko i tak wysoko jak biały cukier z paczki lub batonik. Nie wierzycie? poczytajcie trochę o indeksie glikemicznym i białej mące, przeżyjecie szok i jak ja postanowicie ją ograniczyć ile się da.
Wybieraj pieczywo pełnoziarniste na naturalnym zakwasie, najlepiej z gatunków zbóż najmniej modyfikowanych genetycznie.

4. Syrop glukozowo- fruktozowy.
Jest to sztuczny, stworzony w laboratorium twór, przed którym nasz organizm nie umie się bronić.
Do tego tani i łatwy w przechowywaniu. Niestety dodawany wszędzie gdzie się da, nawet w produktach dla dzieci.

5. Słodycze dla dzieci i batoniki fitness.
Uważajmy na nie, pozornie zdrowe produkty, często są wręcz przeciwieństwem tego słowa. Znane batoniki o kształcie misia o milutkiej nazwie, są cukrem w cukrze: mąka pszenna, cukier, syrop glukozowo-fruktozowy...istny koszmar.

6. Ukryty cukier.
Produkty pozornie bez cukru mają go w sobie, o tak!!! Dziwne chemiczne nazwy np. maltodekstryna, a nawet zagęszczone soki z jabłek czy winogron, to nie co innego a nasz kochany cukier, często w dużym stężeniu!!!
To bardzo częsty zabieg w produktach dla dzieci, kaszkach i słoiczkach.

Podsumowując, czytajcie etykiety i rozważnie komponujcie dzienny rozkład posiłków. 

Przykład "Dieta cukier w cukrze z cukrem"-często tak wygląda dzień małego dziecka
- śniadanie :biała bułeczka z dżemikiem lub musli z paczki o niesprawdzonym składzie
- drugie śniadania :rogalik z dżemem, sok z kartonika
- obiad : makaron z białej pszennej mąki
- podwieczorek: ciasteczka ze sklepu lub kaszka manna
- kolacja: bułeczki, bułeczki, bułeczki
-
Dieta zróżnicowana to nie dieta wymyślna i droga, mamy wiele alternatyw.
-Nie chodzi o to by jeść magiczne potrawy i owoce z dalekich krajów, ale by dostarczać organizmowi coś więcej nić cukier. By jeść warzywa, całe owoce,ryby, rośliny strączkowe.

Ale o tym już w kolejnym antycukrowym poście :)










sobota, 31 października 2015

Rozszerzanie diety dziecka karmionego piersią.

Jak sprawić, by było to na prawdę proste i bezstresowe?

1. Właściwie podejdź do tematu:

Bezstresowe zarówno dla matki i dziecka, bo tak powinno się podchodzić do wszelkich spraw związanych z opieką nad maluchem, Nie można robić ani sobie, ani dziecku pod górkę. 

a. zestresowana mama = zestresowane dzieko = zestresowana reszta rodziny
b. zestresowane dziecko = zestresowana mama = zestresowana reszta rodziny
c. zestresowana reszta rodziny=zestresowana mama=zestresowane dziecko

ad a)
Kieruj się własną intuicją. Nie rób nic na siłę i dokładnie według rozpisek, zaleceń, porad, jeśli widzisz że to u ciebie nie pracuje. Jeśli chcesz porozmawiaj ze specjalistą jeśli masz obawy, czy Twoja własna wersja rozszerzania diety jest dla dziecka dobra. Pamiętaj, żeby zawsze prowadzić dialog, dyskutować. 

Przykład: Moja wizyta u pediatry na szczepienie, dziecko miało 4,5 miesiąca. Przybierało na samej piersi jak szalone, ale mieściło się centylach. 

-Pediatra -o jak pięknie rośnie, na samej piersi..nie dokarmia Pani....nie do wiary?
- Ja - Tak karmię wyłącznie piersią, nie dziwi mnie przyrost wagi, mały się nie odrywa od piersi, w nocy też lubi dużo jeszcze pić :)
- Pediatra (do dziecka) - o zjadłbyś zupkę? z mięskiem? no z mięskiem może za miesiąć...
- Ja - mam mu już zupki dawać?
- Pediatra: no może Pani raz dziennie (patrzy na mój wzrok), no tzn nie musi Pani jak Pani nie chce...
- Ja: No ja chcę się trzymać zaleceń by 6 miesięcy wyłącznie piersią karmić. 
- Pediatra: tak, tak no nie musi Pani dawać jeszcze jak Pani nie chce.. chciałam po prostu Panią odciążyć, żeby się Pani wyspała wreszcie skoro tyle pije

Morał: Gdybym nie dopytała, myślałabym,że muszę dokarmić, okazało się że Pani Doktor, dała mi radę o którą nie prosiłam, otóż chciała zredukować ilość karmień, tak by mnie odciążyć, chociaż ja wcale się nie żaliłam, że mi ciężko. Mogło to spowodować zmniejszenie ilości mleka i konieczność wprowadzenia butelki z mieszanką przed rokiem. A ja chciałam karmić minimum rok bez ograniczeń i stosowania schematu wymuszającego na dziecku powolne odstawienie się od piersi. Po wyjaśnieniu okazało się, że nie ma przeciwskazań by dziecko bym karmiła dziecko według własnej intuicji i polskich i światowych zaleceń czyli wyłącznie piersią przez pierwszych 6 miesięcy.
Pierwszą łyżeczkę marchewki podałam jak dziecko miało 5,5 miesiąca. Nic w tym złego, ale wydaje mi się że gdyby pediatra tak nie namawiał na te zupki to bym nie była taka niecierpliwa. Im dłużej dziecko dostaje tylko pierś, tym dłużej czerpie z tego maksymalne korzyści.

ad b)
Rozszerzanie diety to indywidualny proces. Nigdy nie wmuszaj w dziecko całej porcji jeśli ono tego nie chce. Jednego tygodnia dziecko robi super postępy, zjada całe przygotowane porcje, potem nagle znowu wisi na piersi. To całkiem normalne!!! Może rośnie ząbek, może łapie go jakiś wirus, albo po prostu to kolejny skok rozwojowy. W takim wypadku ograniczanie dziecku piersi nie jest dobrym pomysłem. Szczególnie w lato i kiedy dziecko nie radzi sobie z piciem z kubeczka, albo jest niechętne do innych płynów, nie przejmuj się i karm po prostu piersią, tyle ile malec potrzebuje. Jeśli nie chcesz wcale nie musisz wprowadzać butelki z herbatkami i soczkami, proponuj wodę z różnych kubeczków i nadal proponuj pierś jeśli masz obawy czy dziecko napiło się zbyt mało. Dziecko karmione wyłącznie piersią, może nie chcieć pić z dziubków, niekapków, słomek. Naturalniejsze jest dla niego picie z normalnego kubka. Najlepiej proponuj dziecku napój z różnych naczynek, może któreś mu się spodoba. Nie walcz z dzieckiem i się nie zamęczaj, gdy widzisz, że malec nie jest zainteresowany napojem, odpuść jemu i sobie na trochę.

Przykład:
Mój synek gdy miał 11 miesięcy, był bardzo zainteresowany piciem z kubeczków, potem nagle fajniejsze było plucie wodą i wylewanie jej z kubeczków. Dlatego znowu częściej prosił o pierś. Nie Ograniczałam mu jej. Co jakiś czas proponowałam kubeczek. Piciem z niego zainteresował się na dobre dopiero w wieku 13-14 miesięcy. Podaję mu najczęściej sok jabłkowy rozcieńczony z wodą. Wiem że najlepiej jest na początku przyzwyczajać dziecko do picia czystej wody, by ograniczać ilość cukrów w diecie i już od małego uczyć dziecko dobrych nawyków żywieniowych. Ale gdy malec pić wody nie chce, dawaj mu sok, pamiętaj tylko by rozcieńczyć go pół na pół z wodą.

ad.c)
Podczas posiłków dziecko musi mieć spokój tak by mogło się skupić na nauce jedzenia. Jest to ważne szczególnie podczas początków rozszerzania diety. Dlatego puszczanie bajek, śpiewanie, zagadywanie, zabawki itp. są podczas posiłku nie wskazane. Uprzedź o tym rodzinę. Czasem babcie i ciocie w dobrej wierze rozpraszają dziecko podczas jedzenia, pozwalają się dziecku nim bawić, lub odwrotnie zabraniają dziecku poznawać świata i dotykać posiłku, co chwilka wycierają buzię, blat i rączki. Trzeba odróżnić zabawę jedzeniem od eksploracji. Jeśli widzisz, że członek rodziny wprowadza nerwowość lub chaos, wytłumacz mu na boku, że sobie tego nie życzysz, a jeśli to nie pomoże, karm dziecko w innym pomieszczeniu lub czasie. 

2.  Poznaj zalecenia i schematy:

Zalecenia długości

Podsumowując wszystko co wyczytałam:
-dążyć by przez pierwsze 6 miesięcy karmić wyłącznie piersią
- kontynuować minimum do roku
Tu znajdziecie oddzielny post z zaleceniami i linkami do ich oficjalnych źródeł, oraz  przydatną ściągawkę do wydruku dotyczącą długości karmienia :zalecenia

Pamiętajmy o podpunkcie 1. "Właściwe podejście do tematu" czyli bez stresu i spinania się, każda z nas jest inna, każde dziecko inne, dlatego nie zawsze uda nam się spełnić wszystkich zaleceń.

Schematy żywienia:

  Tu już istnieje duża rozbieżność, istnieje dużo schematów które różnią się tym, że jedne mają wyznaczoną ilość i wielkość posiłków jaką powinno zjeść dziecko, oczywiście przy liczbach znajdują się gwiazdki i pod spodem jest wyjaśnienie, że to tylko orientacyjna liczba. Osobiście przejrzałam masę oficjalnych i nieoficjalnych tabel i tekstów i dopatrzyłam się wielu zgrzytów i nieścisłości. Nie dziwię się, że my matki mamy mętlik w głowie. Ale to powoli się klaruje. Oczywiście nie samo, ale duża w tym zasługa dziewczyn z Kwartalnika Laktacyjnego i ich redaktorki naczelnej Hafiji, które zakładają fundację, po to by walczyć o nasze prawa do prostych i rzetelnych informacji.
http://www.hafija.pl/2015/09/fundacja.html

  Gdy nie chcemy doprowadzić by dziecko odstawiło się od piersi zanim będzie na to gotowe, unikajmy tzw. "schematów odstawienia" czyli takich które polecają nam by zastępować dane karmienie piersią innym posiłkiem. Do roku my tylko powoli przyzwyczajamy dziecko do spożywania pokarmów stałych, dziecko nie musi zjadać dużych regularnych posiłków jak w zegarku.
Jednego dnia zje mniej to dopije z piersi, dlatego uważajmy by nie ograniczać dziecku piersi i nie stosować się do schematów gdzie mamy wyliczone,że liczba karmień powinna spadać. Im dziecko starsze tym karmienie piersią inne, Np. raczkujący 8-miesięczniak może przez pewien czas łąpać pierś na chwilkę i puszczać by iść zdobywać świat, nie możemy tego traktować jako odhaczonego posiłku i potem odmawiać malcu mleka. Dlatego wybierajmy te schematy gdzie zamiast podanej ilości posiłków jest "karmienie na żądanie" a obok proponowane posiłki uzupełniające.
  Gdy karmimy piersią na żądanie, starajmy się stosować do zasady,że to my proponujemy dziecko posiłek, a ono decyduje ile zje. To nie jest samowolka, rozpieszczanie itp. pamiętajmy, że dziecko  dopiero uczy się jeść, ono nie ma się napchać, tylko stopniowo zapoznawać z nowymi produktami.

Do roku dodatkowe posiłki to tylko uzupełnienie diety opierającej się na mleku matki (lub gdy zaszła taka konieczność diety opartej na mleku modyfikowanym) a nie odwrotnie, natomiast pomiędzy 1 a 2 rokiem życia powoli to się odwraca i to mleko matki staje się uzupełnieniem diety opartej na pokarmach stałych.

Jakie jest stanowisko WHO (światowej organizacji zdrowia):
"WHO recommends that infants start receiving complementary foods at 6 months of age in addition to breast milk, initially 2-3 times a day between 6-8 months, increasing to 3-4 times daily between 9-11 months and 12-24 months with additional nutritious snacks offered 1-2 times per day, as desired." źródło

3. Zrób rozeznanie i wybierz właściwe produkty.

zasada jest prosta:
Ty wybierasz produkty, dziecko decyduje ile zje i czy zje.

- To nie ma nic wspólnego z "wychowaniem bezstresowym" czy "rozpieszczaniem" i "wchodzeniem sobie na głowę". Pamiętaj, że dopiero uczysz malca czym jest stały posiłek, dlatego proponuj, a nie wmuszaj. Niektóre dzieci  od razu pochłaniają całą miseczkę, inne dopiero gdy mają ponad roczek, zaczynają jeść więcej. Pamiętaj, że dziecko otrzymuje wiele wartościowych składników z Twojego mleka i nie musisz się martwić, że nie dojada porcji.

Uważajmy na cukier!!!

Zazwyczaj główny dylemat matki to czy dać zupkę ze słoiczka czy gotować samemu.
Prawda jest taka że nie widzimy głównego problemu, czyli tego ile produktów przeznaczenia dla dzieci, głównie kaszek i deserków jest dosładzanych cukrami prostymi. Podawanie takich produktów dziecku, szczególnie przez pierwsze lata życia, może doprowadzić do otyłości, cukrzycy, nadciśnienia i masy innych dolegliwości.

Węglowodany nie są złe, dają nam energię, są w mleku matki, są dziecku niezbędne do życia. Tak, ale prawda jest taka,że dobre węglowodany to te nie przetworzone. Im bardziej produkt rozdrobniony i przetworzony tym cukry szybciej się wchłaniają i sieją spustoszenie w naszym organizmie. Poczytajcie o niskich węglowodanach, które są w ryżu i kaszach. Dają one na długo uczucie sytości.


Przykład:
Jeśli na śniadanie dziecko zje kaszkę, na obiad makaron, na kolację bułkę. Między posiłkami deserki, owoce i sok 100%. To mamy już całą masę cukru. Dlatego postarajmy się nie dokładać do tego, jeszcze dosładzanych, przetworzonych produktów. Pomyślmy o tym by właściwie dobrać posiłki. Jeśli kaszka na śniadania, to szpinak na kolację. Jeśli kaszka/bułka na kolację, jajecznica na śniadanie.

Podsumowując:

1.Uwaga na cukier:
- zamiast dosładzanych kaszek z paczki i pieczywa, które szybko,a le na krótko podnosi poziom cukru podawaj normalne zwyczajne pełnoziarniste kasze, lub kaszki z płatków jaglanych, gryczanych itp.

2. Forma podania:
-podawaj owoce i warzywa w całości lub cząstkach do raczki (polceam zacząć od gotowanego brokuła, łatwy w obsłudze dla malucha, jabłko możesz podpiec by na początku dziecko nie krztusiło się twardymi kawałkami ). Poczytaj o metodzie  BLW.
 -zupki i kaszki podawaj łyżeczką, nie z butelki.
- pamiętaj że gdy nie chcesz nie musisz butelki wprowadzać w ogóle, dziecku starczy pierś, plus proponowany co jakiś czas płyn z różnych kubeczków

3. Kolejność podawania:
-Wprowadzaj najpierw pojedyńcze smaki i zacznij od warzyw, gdyż dziecko szybko przyzwyczaja się do słodkich smaków i może po bananie i jabłku już nie chcieć jeść brokuła czy szpinaku.

4. Napoje:
-Przyzwyczajaj dziecko do smaku czystej wody, najlepiej proponuj z kubeczka, nie butelki i niekapka, jeśli chcesz podać sok rozcieńcz go mocno. Mleka nie odciągaj bez potrzeby, podaj po prostu z piersi, a gdy Ciebie nie ma niech dziecko dostanie zupkę i wodę z kubeczka.

5. Różnorodność:
-Podawaj różne gatunki mięsa, na początku te delikatniejsze, jak indyk i królik, potem rybę,cielęcinę, wieprzowinę. Pamiętaj że chude mięso jest zdrowsze, bo w tłuszczu gromadzą się złe substancję takie jak antybiotyki itp Ale dziecku tłuszcz jest niezbędny do rozwoju oczu i mózgu, po za tym rozpuszaczają się w nim witaminy, posiłki wzbogacaj o dobre oleje i masło.



Kiedy nie masz czasu, nie stresuj się. W gotowym "słoiczku" nie ma nic złego. Większość jest bez dodatku cukru i soli. Niektóre produkuje się z upraw BIO. sprawdzaj etykiety!!!
Jeśli dziecko nie chce pić z kubka, nic się nie stanie jak podasz mu wodę z butelki, mimo że zalecane jest by po roku już jej nie stosować. Ale chodzi tu o to by mieć świadomość, i by docelowo dążyć by malec pił z kubka, a nie forsować zalecenia na siłę. Dziecko nie przestawi się z dnia na dzień.

Słodycze podawajmy sporadycznie, "od święta" i postarajmy się nie wprowadzać ich jak najdłużej.
Unikniemy dzięki temu płaczu w sklepie, gdy dziecko zobaczy ulubiony batonik.

4. Opracuj własny system.

Znasz już światowe i polskie zalecenia i schematy, poznałaś gamę dostępnych produktów. Teraz postaw na własną intuicję, kieruj się dzieckiem, by uniknąć nerwów. Nie stosuj się sztywno do zasad. Czasem dopuść wyjątki. Rozszerzanie diety to ma być przyjemność. A kiedy nie wszystko idzie po Twojej myśli, odsapnij, odpuść, usiądź na kanapie i po prostu nakarm piersią!!!


Jak zwykle by dowiedzieć się więcej polecam bezinteresownie dwa moje ulubione blogi:


  


poniedziałek, 12 października 2015

Noszenie dziecka w chuście, oczami niewkręconej mamy - mini poradnik.

...post dedykowany dla Natalki

i wszystkich tych których nie mam serca na żywo zamęczać, a pytali mnie lub planują pytać o chustonoszenie...

   Piszę z perspektywy mamy noszącej rekreacyjnie, można powiedzieć "niedzielnej chustonoszącej". 
Jest to ostatnia chwila dla mnie na stworzenie tego posta, gdyż być może są to moje ostatnie dni, jako "nie-chustomaniaczki". Mój mąż ostatnimi dniami z przerażeniem patrzy jak na internetowych bazarkach przeglądam "szmatki" za kilkaset złotych.
-Przecież masz już chustę i nosidło, po co nam kolejna?- pyta przerażony
-Kotku nasza jest z bambusem, a ja potrzebuję teraz czegoś bardziej nośnego, może z lnem....-
zaczynam powoli brzmieć jak... no właśnie :)
a więc do rzeczy: poradnik postanowiłam napisać w formie oBŁĘDNEJ, czyli nie będzie tu suchej teorii, ani powielania tego co w internecie wyczytać już można.
Moja historia w skrócie, czyli uczcie się na moich błędach:
1. Chustę "kupiłam" (dostałam tą którą wybrałam) nową. BŁĄD
-  polecam zakup chusty używanej, po pierwsze chusty na prawdę różnią się w jakości i nośności jako osoba początkująca, dla noworodka potrzebujesz takiej która łatwo się dociąga i nie luzuje, która jest miękka i ZŁAMANA, czyli taka już wynoszona i po przejściach. Kupując nową możecie się bardzo zdziwić, gdy z paczki wyjmiecie sztywerę, w którą ni jak nie zamotacie noworodka, tylko zrazicie się niepotrzebnie. Po drugie dla osoby niewkręconej wydanie 600zł na kawał szmaty może wydać się irracjonalny. Dlatego lepiej kupić lepszą markę, lepszą chustę używaną w cenie nowej ale gorszej jakości, lub o parametrach które na dany moment się dla nas nie nadają.

Moja chusta to LennyLamb z domieszką bambusa, kupiona z outletu na ich stronie, czyli mająca kilka ledwo widocznych zaciągnięć. - Jeśli wiesz że będziesz kupowała w przyszłości jeszcze inne chusty jest to dobry wybór, bo jest miękka od nowości i łatwo się dociąga, ale jest śliska i równie łatwo się luzuje. Dla starszego dziecka jest moim zdaniem już za mało nośna, dlatego ja poszukuje nowej.
podsumowując:
-dla noworodka najlepsza jest "wynoszona" "złamana" bawełna 100%, może być też z domieszką wiskozy bambusowej, ale ta jest śliska i może szybko się luzować gdy źle ją zawiążemy.
 dla cięższego dziecka coś bardziej nośnego, np. z lnem, konopiami, ale też używana, bo początkującej osobie ciężko poradzić sobie z nową lnianą sztywniejszą chustą. Po za tym można poradzić się właścicielki czy chusta nadaje się do noszenia dziecka o danej wadze.
- firmy które wart rozważyć:
LennyLamb, NatiBaby- chusty polskie
Girasol- chusty robione przez indian
Didymos- kultowe niemieckie chusty, jeśli macie spory budżet (ok 500zł) na prawdę warto zainwestować w ich "Indio" lub np. "Pawie" podobno świetnie się motają i super noszą i otulają.

najlepiej zajrzeć na :

https://www.facebook.com/groups/chusty/1586646971572579/?notif_t=group_comment_reply

lub dla nie mających fb na:

hthttp://www.chusty.info/forum/forumdisplay.php/69-Chusty

tam opisanych jest większość modeli i na bazarku można upolować fajną ZŁAMANĄ chustę
2. Postanowiłam sama nauczyć się z youtuba: BŁĄD
- naukę samemu zostawcie sobie na potem, ja na początku nosiłam dziecko mało i krótko, gdyż bałam się, że kruchemu noworodkowi jest w chuście źle, że się udusi, a nawet, że zaraz podejdzie jakaś chusto mama i mnie zruga, że dziecko źle zamotane i że to niebezpieczne i niezdrowe dla niego. Gdyby mi ktoś fachowo pokazał co i jak, to moje życie byłoby łatwiejsze, bo często rezygnowałam z chusty i tarabaniłam się z wózkiem np.po mleko do sklepu obok.
- weźcie płatną lekcję, lub zaproście na ciasto jakąś chustomamę z okolicy.
 - super prezentem na baby shower jest nie sama chusta, ale vocher /bon na lekcje chustonoszenia

3. Na początek wybrałam najprościej wyglądające wiązanie- BŁĄD
- wiązanie nie ma być najprostsze, tylko jak najlepiej dopasowane do wieku, wagi i mobilności dziecka i ma nam się w nim dobrze nosić
- ja wybrałam KIESZONKĘ, która u mnie się nie sprawdziła. Bałam się ją porządnie dociągać, gdyż z wydawało mi się, że za mocno dociskam noworodka do klatki piersiowej.
podsumowując:
- dla noworodka polecam KANGURKA, wydaje się trudniejszy, ale jest on jakby hamaczkiem, nie dociska się w nim plecków dziecka do swojego brzucha, co łatwo "popełnić" w kieszonce przy nieumiejętnym motaniuno i da się z niego wyjąć dziecko jednym ruchem, nie rozwiązując chusty i nie szlajając jej po ziemi.
- KOALA(PODWÓJNY iX)- idealny dla dziecka które już siedzi, można łatwo poluzować i ułatwić dziecku dostęp do piersi.
- cięższe dziecko - NA PLECACH!!!  - uwierzcie to się da zrobić
4. Myślałam że chusta jest dla maluszków, starsze wyrywające się dziecko łatwiej umieścić w nosidle- BŁĄD
Jeśli Wasz niemowlak jest spokojny, lekki i niekolkowy, to na początku idzie się bez chusty obejść, można go przecież kłaść do leżaczka, bujaczka itp.
Gorzej jest już z ciężkim, 10kg warjatuńciem, który postanowił zacząć raczkować w wieku 6 miesięcy, a chodzić w wieku 9,5, do tego wisi na nodze i woła mama mama opa? No nic jak tylko szajbuska umieścić w chuście i mocno dociągnąć. Trochę protestów jest, ale potem błoga cisza, Ty robisz zakupy, a mały usypia. Nosidła nie dociągniesz tak dobrze i ramiona zaczną dość szybko doskwierać. Nosidło jest idealne na dany moment, gdyż dobrze nosi się tylko w idealnie dopasowanym do danego rozmiaru dziecka. Chustę dopasujesz do każdego dziecka i każdego noszącego, dlatego kup sobie długą chustę tkaną, gdyż z niej zamotasz każde wiązanie.
5. Bałam się noszenia na plecach. BŁĄD
Mój synek w wieku 4,5 miesiąca osiągnął wagę 8 kg, na samej piersi. I właśnie wtedy powinnam wrzucić go na plecy i nie męczyć się noszeniem z przodu, oczywiście karmienie w obluzowanym PODWÓJNYM-X nadal by było stosowane :)
Na początku umieszczenie wiercącego się dziecka na plecy przerażało mnie i wydawało się niewykonane. Ale jeśli potraktujecie to jako zabawę i będziecie ćwiczyć na kuckach lub materacu, to szybko się przekonacie, że jest to super opcja.
Ja pierwszy raz odważyłam się na PLECAK PROSTY gdy dzieciarek miał 13miesięcy i 12kg. Skusiła mnie perspektywa wspólnej wyprawy nad rzeczkę. Na początku wybrałam się sama z mężem na spacer, a młody został z dziadkami ,ale było tam tak pięknie i malowniczo, że chciałam spędzić te chwile we 3roje. BTW, czyż nie o to chodzi w Rodzicielstwie Bliskości...
                               oto filmik z tego spaceru, wiązanie nie było idealne, dlatego trochę się poluzowało, ale małemu i tak było wygodnie, bo zasnął słodko, tylko mi wpijało się trochę w ramiona:
 
 5.  W upalny dzień ubrałam wydekoltowaną sukienkę z guziczkami -BŁĄD

By nosić się wygodnie, przemyślcie swój ubiór. Ja wyruszyłam na długi spacer z wózkiem, w drogę powrotną byłam zmuszona nieść w chuście, gdyż mój 3miesięczny niemowlak nie mógł zasnąć i płakał z tego powodu donośnie, ja spieszyłam się do domu. Po godzinie w chuście, oboje byliśmy spoceni, a młody na twarzy miał odciśnięte guziki :)
Latem unikaj kontaktu w chuście skóra do skóry, gdyż będziecie się pocić, a nawet można dziecko odparzyć. Jeśli lubisz tak jak ja wydekoltowane kreacje, noś ze sobą np. bambusową pieluszkę, lub inną szmatkę, którą osłonisz gołe ciało i która wchłonie pot. Z tego samego powodu nie noś w syntetycznych materiałach, koszmar....

5. Za późno odkryłam chustoforum - BŁĄD
Jako, że mam awersję do różnych forów, gdyż po 2 konkretach, zaczynają się głupie dyskusje, nie skusiłam się na "zwiedzanie"  : http://www.chusty.info/forum/forum.php

 a na prawdę warto, bo chustomamy to szalenie kulturalne forumowiczki. Do tego znajdziecie tam mnóstwo przydatnych informacji i otrzymacie szybko pomoc :) Natomiast na bazarku odnajdziecie super ZŁAMANĄ chustę idealną do Waszych potrzeb.
Po za tym czytanie tego forum jest dużo mniej stresujące, niż czytanie w ciąży o ciężkich porodach, o tym że nie dostaniecie znieczulenia itp. Oszczędźcie sobie stresu. Lektura postów na temat chust jest wyciszająca i relaksująca i o dziwo wciągaaaaaa....:)

a tym które mają facebooka polecam dołączenie dojakiejś chustowej grupy .

No i na razie to by było na tyle. Następny post o chustonoszeniu się pewnie jeszcze u mnie pojawi, ale wtedy już będę chyba trochę bardziej wkręcona :)





sobota, 26 września 2015

"Jak przeżyć poród"- wstęp i rozdział I "Orgazm i parcie"

Wstęp

  Postanowiłam napisać ten poradnik rok po swoim pierwszym porodzie. Zbierałam się do tego już od jakiegoś czasu, nie wiedząc jak zacząć. Może spytacie dlaczego i po co? Skoro w internecie i wielu książkach temat ten jest wielokrotnie poruszany. Jednak wydaje mi się że mam do przekazania cenną wiedzę, którą nabyłam drogą własnego doświadczenia, oraz wielu histori opisanych w internecie na forach i blogach , które czytam namiętnie. Chcę tą wiedzę przekazać mojej siostrze, bratowej, kuzynkom, przyjaciółką, koleżankom i wszystkim kobietom przed którymi stoi trudne wyzwanie jakim jest wydanie na świat dziecka. Ciężko jest mówić o tak intymnych sprawach bez ogódek, dlatego słowo pisane nadaje się do tego idealnie. 
  W dzisiejszym świecie poród przeraża, w głowie mamy te wszystekie historie z filmów, wiadomości i książek, które opowiadają nam o ciężkich wielogodzinnych porodach, często kończących sie tragicznie. Gdy jesteśmy w ciąży również rodzina i znajomi potrafią "uraczyć" nas historiami rodem z horrorów, przekonałam się o tym na własnej skórze. Dodajmy jeszcze do tego współczesny kult ciała i nasze podejście do niego, że musi być idealne i pod kontrolą. No i suma sumarum wynikiem jest paniczny lęk przed porodem ,który może być w skutkach tragiczny, bo by wydać na świat dziecko i mieć same dobre wspomnienia, musimy mieć otwarty umysł, wiarę we własne ciało i dystans do niego. Nie możemy się bać naszej fizjologii, wydzielin naszego ciała, musimy odnaleźć w sobie pierwotną moc rodzenia, Wtedy nic nas nie powstrzyma, nie będziemy się przejmowały, tym czy podczas parcia zrobimy kupę, czy pęknie nam krocze, czy je natną, czy będziemy krwawić, Nic nie jest ważne, liczą się tylko skurcze, to żeby wytrzymać ból i by pomóc skurczą wypchnąć dziecko na świat. 
  Choć zawsze wiedziałam, że do rodzenia nadaję się swietnie, jestem silna, zdrowa, wysportowana, na szerokość bioder nie narzekam, to panika ogarnęła i mnie, nie dam rady pomyślałam. Na szczęście ciążowe hormony na nowo przywróciły mi wiarę w siebie. Jednak co z filigranowymi, drobnymi kobitkami? Moja drobna koleżanka, która przed zajściem w ciążę rozważała tylko cesarskie cięcie, zmieniła zdanie, pomyślała, że przeciez natura głupia nie jest, jakoś musi dać radę, Po porodzie stwierdziła, że skoro ona przeżyła, to nie ma co się bać. Jej bardzo pomogła świadomość zę będzie z nią wyszkolona doula, innym "wystarczy" mąż, chłopak, narzeczony, jeszcze inne świetnie poradzą sobie same w obecności personelu medycznego. Nie ważne z kim, gdzie i kiedy, ważne że my kobiety jesteśmy do tego stworzone, by w to uwierzyć w kolejnych rozdziałach przedstwię Wam kilka faktów, obserwacji rad, które mam nadzieję, pomogą Wam w przygotowaniach do porodu.
   I chcę zaznaczyć tu, że nie chodzi mi o gloryfukację porodów naturalnych, tym że ich przeżycie jest lepsze od tych zakończonych cesarskim cięciem. Bo nie ważne jak defakto przebiegnie nasz poród, ale to, ż kiedy się ten proces rozpocznie, będziemy pewne, że nasze ciało jest stworzone by go przeżyć . A to rozpoczęcie może być różne, może to być pierwszy skórcz, odejście wód, decyzja o podaniu oksytocyny, lub hasło "tniemy!!!". Finał będzie ten sam, wydamy na świat nowe życie, nasze dziecko.



Rozdział I

"Orgazm, czyli klucz do sukcesu"


  Zaczynamy niebanalnie. Pewnie spodziewałyście się opisu kolejnych faz porodu, itp, itd. O nie moje drogie, chcę nauczyć Was cudownego orgazmu i nie chodzi mi tu o mityczny orgazm podczas porodu. Chodzi mi o zwykły, orgazm, podczas stosunku. A raczej o to jak uczynić go niezwykłym, jak nauczyć naszą pochwę powiększać się, otwierać jak kwiat i jak trwać najdłużej w tym stanie. Super, pomyślicie, ale co to ma wspólnego z porodem? Otóż bardzo dużo, a dokładniej z jego drugą fazą, kiedy machina skurczów rusza pełną parą i już nic naszego ciała nie powstrzyma, a położna każe nam PRZEĆ.
  Tej fazie poświęca się na szkole rodzenia za mało czasu. I jest to zazwyczaj czysta teoria. No bo przecież nie można ćwiczyć parcia będąc w ciaży. Ale jest ćwiczenie, które możecie zacząć nawet nie będąc w ciąży. Jest nim sztuka rozluźnienia pochwy podczas orgazmu.
  Do rzeczy. Dużo mówi się o Cwiczeniu mięśni Kegla, o ich zaciskaniu i rozluźnianiu. Podczas porodu kluczowe jest to drugie, czyli ich rozluźnianie. Co to za sztuka pomyślicie. Tak na "sucho" faktycznie jest to łatwe. Jednak spróbujmy jak najdłużej osiągnąć stan rozluźnienia pochwy i okolic krocza podczas przeżywania orgazmu. Skupmy się na orgaźmie łechtaczkowym. Pozwólmy partnerowi, lub same zacznijmy pobudzać ten organ, po chwili zaczniemy odczuwać przypływ przyjemności, z każdą chwilą coraz bardziej i bardziej intensywny, mięsnie pochwy i wszystko na dole będzie parło na to żeby się z tej rozkoszy zacisnąć, ale nie my na to pozwolić nie możemy, musimy się skupić by wszystko było maksymalnie rozluźnione. Poczujemy, że nasza pochwa nabrzmiewa i się rozwiera. Okazuje się by kolokwialnie mówiąć "dojść" podczas tego stanu rozluźnienia, musimy się nieźle skupić i natrudzić, ale i nagroda będzie większa w postaci super orgazmu. Ekstra, ale nadal nie ma to nic wspólnego z porodem...A no ma. Bo co zrobić by taki orgazm się udał? Bardzo pomaga uziemienie się, czyli zaparcie stopami o podłoże, co jest trudne na leżąco, ale łatwiejsze w pozycji półsiedzącej z maksymalnie rozwartymi, podciągniętymi udami, lub w kuckach. Wszystko zaczyna się rozjaśniać, to coraz bardziej przypomina nam akt rodzenia. Pomaga też, sapanie, dyszenie jak piesek,niskie zwierzęce pomruki. Eureka, przecież to właśnie zalecają położne gdy na początku każą nam się powstrzymać od parcia, by pozwolić szyjce macicy na pełne rozwarcie. Co według mnie jest najtrudniejszą częścią porodu. Ale równie ważne jest też by ten trik stosować podczas samego parcia, Czyli wypierając dziecko, musimy maksymalnie rozluźniać i otwierać pochwę. Nie wykonalne? Pomoże nam w tym rozluźnianie mięśni twarzy, przymykanie powiek, zamiast krzyku mruczenie i stękanie dosłownie jak podczas seksu.
  Podczas drugiej fazy porodu, ciężko jest się komunikować z położną i osobą towarzyszącą, gdyż jesteśmy już zatracone w akcie narodzin, jakby oderwane od rzeczywistości, właśnie tak jak podczas orgazmu. Dlatego ważne jest zeby wcześniej przekazać słownie lub pisemnie swoje oczekiwania co do porodu położnej i osobie towarzyszącej, gdyż później najzwyczajniej w świecie nie będziecie w stanie tego zrobić. Spróbujcie prowadzić elokwentny djalog podczas orgazmu, ha ha ha, przecież jesteśmy wtedy tylko w stanie stękać i wołać "Boże!" Dlatego warto przygotować plan porodu. Np. uprzedzić położną, że chcemy chronic krocze. Że jeśli damy radę chcemy by pomogła nam przyjąc pozycję wetykalną. By jeśli dziecko ma dobre tętno i poród nie przedłuża się pozwoliła nam przeć delikatniej, lub pozwoliła wstrzymywac sie od parcia, kiedy czujemy że to właściwe, czyli pozwoliła na parcie spontaniczne. Uwierzcie mi, że jeśli parcie jest sterowane i silniejsze i częstsze niż wewnętrznie czujemy, to z ochrony krocza nici. Moja faza parcia trwała 15 min. Rachu ciachu (dosłownie) i po starchu. Położna kazała przeć mocno, kilka razy na każdym skórczu w pozycji półsiedzącej, czyli nie było szans by obyło się bez nacięcia. Ale nie taki djabeł straszny, w kolejnych rozdziałach opisze jak radzić sobie po nacięciu krocza i jak radzić sobie z bólem. Bo jednak coś jednak rózni poród od orgazmu, w jednym odczuwamy ekstremalną rozkosz w drugim ekstremalny czasem ból. Ale nie dajmy się zastraszyć!!! I zapamietajmy hasło  Iny Gaskin May "birth is sexual", czyli narodziny są częścią naszej seksualności, naszej fizjologii. Podobno książka wyżej wymienionej pani, "Poród Naturalny" jest świetna, śmiem to sądzić po obejrzeniu jej wywiadów. Na razie nie zdążyłam jej przeczytać, ale planuję. Na zachętę streszczę jedną z  wypowiedz Iny, która została w mojej pamięci. Skoro pewien narząd intymny mężczyzny potrafi się nagle powiększyć, to dlaczego nasze narządy mają być gorsze, one też są w stanie powiększyć się na tyle by wydać na świat dziecko. :) Zachęcam też do czytania jednego z moich ulubionych blogów www.mataja.pl. gdyż dziewczyny też postanowiły uświadomić nas w kwesti tego, że to my decydujemy o naszym porodzie, a nie procedury szpitalne.




podsumowująć:

1. Nie spinaj się: rozchyl usta, przymruż oczy jeśli masz ochotę, nie musisz dociskać podbródka do klatki piersiowej, możesz przeciwnie, odchylić go lekko i naturalnie, jakbyś chciała westchnąć, rozluźnij kark, wyobraź sobie że pochwa się otwiera - jak podczas orgazmu

2. Możesz krzyczeć, ale nie tak jak woła się pomocy, czy krzyczy z bólu, lepsze są niskie dzwięki, jakby okrzyki bojowe,pomruki, lub głośnie stęknięcia, - jak podczas orgazmu

wtorek, 15 września 2015

Jak długo karmić piersią? Zalecenia ekspertów do pobrania

Karmienie piersią 1, 2 , 3 latka to nie fanaberia szalonej eko matki, ale znajomość najnowszych światowych zaleceń,

 które znajdziecie poniżej (skrót na końcu w wersji do wydruku):


1. WHO (Światowa Organizacja Zdrowia):

"Exclusive breastfeeding is recommended up to 6 months of age, with continued breastfeeding along with appropriate complementary foods up to two years of age or beyond."

tłumaczenie: Wyłączne karmienie piersią jest rekomendowane aż do 6stego miesiąca życia, kontynuacja karmienia piersią z odpowiednimi pokarmami stałymi 
aż do drugiego roku życia lub dłużej"


2 .INSTYTUT MATKI I DZIECKA (POLSKA)

"Karmienie wyłączne piersią do około 6 miesiąca życia jest optymalną metodą żywienia młodszych niemowląt. "

"Częściowe karmienie piersią powinno być kontynuowane, co najmniej do ok. 12 miesiąca życia i może być nadal kontynuowane w drugim i trzecim roku życia, tak długo jak sobie tego życzy matka i dziecko. Nie ustalono górnej granicy wieku, do której dziecko może być karmione naturalnie."



3. AAP - American Academy of Pediatrics.

"Pediatricians and parents should be aware that exclusive breastfeeding is sufficient to support optimal growth and development for approximately the first 6 months of life and provides continuing protection against diarrhea and respiratory tract infection. Breastfeeding should be continued for at least the first 
year of life and beyond for as long as mutually desired by mother and child."

tłumaczenie: 
Pediatrzy i rodzice powinni być świadomi, że karmienie wyłącznie piersią, jest wystarczające dla optymalnego wzrostu i rozwoju przez około pierwszych 6 miesięcy życia i zapewnia ciągłą ochronę przed biegunką i infekcjami dróg oddechowych. Karmienie piersią powinno być kontunuowane przez przynajmniej pierwszy rok życia i dalej tak długo jak jest to wzajemnie pożądane przez matkę i dziecko"

"Increased duration of breastfeeding confers significant health and developmental benefits for the child and the mother, especially in delaying return of fertility (thereby promoting optimal intervals between births"

tłumaczenie:
Wydłużony czas trwania karmienia piersią przynosi znaczące korzyści zdrowotne i rozwojeowe dla dziecka i matki, zwłaszcza w opóźnianiu powrotu płodności (promując w ten sposób optymalne odstępy między porodami.

"There is no upper limit to the duration of breastfeeding and no evidence of psychologic or developmental harm from breastfeeding into the third year of life or longer."

tłumaczenie:
Nie ma górnego limitu długości karmienia piersią, ani nie ma dowódów na to by  karmienie w 3, 4 roku życia i dłużej powodowało psychologiczne lub rozwojowe szkody.



Podsumowanie:


    Post ten powstał w odpowiedzi, na często spotykaną opinię, że piersią karmi się tylko przez pierwsze 6 miesięcy życia. Jest to przeinaczenie powyższych zaleceń i wprowadzanie kobiet w błąd. Co skutkuje, że wiele matek obawia się, że karmi za długo. Dodajmy do tego jeszcze rekamy mleka modyfikowanego, które jak jeden mąż piorą nam mózgi ze swoją mantrą "przez pierwsze 6 miesięcy karmiłam dziecko piersią, teraz dla jego zdrowia i rozwoju karmię je mlekiem modyfikowanym.....(dana firma) ......."
W opozycji do tego zalecenia światowych i polskich ekspertów mówią o kontynuacji karmienia piersią co najmniej przez 1 rok życia .
   Jeśli chcesz kontynuować karmienie piersią, a Twój pediatra, mama, teściowa, koleżanka lub sąsiadka wprowadzają Cię w błąd i proponują odstawienie dziecka od piersi. Nie zwieszaj głowy w dół, powiedz po prostu:
"To jest Pani/Pana/Twoja opinia i jest ona niezgodna z najnowszymi światowymi i polskimi zaleceniami opartymi na wieloletnich badaniach nad mlekiem kobiecym, a tu proszę mam tego dowód" i wręcz wydrukowany przygotowany prze ze mnie poniżej skrót tych zaleceń :)




By o karmieniu piersią dowiedzieć się więcej, jak zwykle polecam świetne strony :www.hafija.pl, oraz http://kwartalnik-laktacyjny.pl/. 


wtorek, 6 stycznia 2015

Power śniadanie dla power super mamy, tancerki i sportowca...

czyli owsianka- najlepszy posiłek pod słońcem.

Nie będę tu pisać rzeczy oczywistych, przecież w całym internecie wiele jest informacji na temat zdrowotnych właściwości tej potrawy, można nawet przeczytać, że jest najzdrowszą oprócz czosnku rzeczą na świecie. Ile w tym prawdy, ja nie powiem, postaram się Was jednak do owsianki przekonać po mojemu.

1. dla świeżo upieczonej mamy to potrawa idealna: szybka, pożywna i pyszna. Nie musimy się rano zastanawiać co by tu zjeść, bo mamy już odpowiedz. Możemy ją jeść praktycznie codziennie, wystarczy za każdym razem dodawać inne dodatki dla urozmaicenia: raz rodzynki , raz daktyle itp. A co najważniejsze zaspokaja głód na długo. Więc i dla tancerek i sportowców to świetne rozwiązanie. Mój mąż rugbysta owsiankę pokochał :)

2. śniadanie dla dwojga: kiedy nasze dziecko przejdzie już ekspozycję na gluten (o bezglutenowym śniadanku w kolejnym poście), możemy skonsumować owsiankę wspólnie, nie dodawajmy wtedy jednak białego cukru, ani mleka (przed ukończeniem 1 roku życia), wetrzyjmy na koniec jabłko lub wgniećmy banana.

3.Owsianka zamiast pączka czy batona-czyli węglowodany złożone mimo, że kaloryczna jest dietetyczna: dostarcza nam maksymalnie dużo składników odżywczych, dlatego nie mamy ochoty podjadać później, a co za tym idzie dostarczać pustych "tuczących" kalorii. Matka karmiąca nie może się przecież odchudzać, jednak zdrowe odżywianie sprawi, że zrzucimy zbędne kilogramy. .


                                              Mój sposób na pyszna owsiankę:



1. jeśli nie lubisz nie musisz dodawać mleka, choć z mlekiem posiłek jest jeszcze bardziej wartościowy, ja wolę popić owsiankę mleczną kawką inką, bo owsianka na wodzie jest dla mnie zbyt mdła.

2. odczekaj, aż przestygnie i stężeje, nabiera wtedy super konsystencji i jest jeszcze bardziej smakowita.

3. nie musisz słodzić, dodaj kostkę (ja dodaję 4 ) gorzkiej czekolady, na samym końcu i zostaw na chwilę

4. pod koniec gotowania dodaj jakieś bakalie, ja najbardziej lubię stare dobre rodzynki

5. już po nałożeniu dodaj jakiś świeży owoc, winogrona, banana, wetrzyj jabłko lub gruszkę :)

6. Uwaga dobrze przygotowana owsianka uzależnia!!!


                                                                  Smacznego :) 

sobota, 3 stycznia 2015

AVE blogujące mamy !!!


...czyli jak to się dzieje, że świeżo upieczona mama nie ma czasu skorzystać z toalety

 

   a co dopiero usiąść spokojnie, oczyścić umysł, skupić się i napisać błyskotliwego posta, który zdobędzie wiele lajków (stop lajki to chyba są na fejsie :P ). Dlatego podziwiam wszystkie mamy, które nie dość, że dają radę ogarnąć swoje grasujące potomstwo, to jeszcze prowadzą świetne, poczytne blogi, w tym jeden z moich ulubionych :http://www.hafija.pl/, który bardzo pomógł mi na mojej "mlecznej drodze".
   Ale wróćmy do tematu, jak to się stało, że swój pierwszy wpis po porodzie udało mi się napisać dop po 8 miesiącach.
Wydaje się to dziwne przecież noworodek śpi nawet 20 h na dobę, stopniowo ten czas ulega redukcji,
ale mimo wszystko wydaje się, że powinno się znaleźć w ciągu dnia czas by zjeść pożywne śniadanie, na poranną toaletę no i by poblogować chwile, nic bardziej mylnego. Gdy po godzinnym wiszeniu na cycku, i spaniu na maminym brzuszku, udało mi się wreszcie odłożyć szkrabixa do łóżeczka, wpadałam w dziwny obłęd. A dokładniej robiłam wszystko i nic, a już na pewno nie to co trzeba, zmywałam, wycierałam kurze w dziwnych miejscach, przeglądałam fotki z porodówki na komórce, a kiedy stwierdzałam, że wreszcie spokojnie mogę udać się do wc, lub wypić herbatkę laktacyjną, mały budził się na kolejna godzinną biesiadę cyckania :). W pierwszych tygodniach z pomocą przybywała rodzina, besztając mnie jak to może być, że już 12.00 a ja nie zjadłam śniadania i nie wypiłam bawarki, bo jak mam wyprodukować małemu pokarm. A tak  na marginesie, to mój mąż śmiał się z tej mitycznej mlekopędnej bawarki, bo idąc tym tropem proponował spożywanie trawy, skoro łaciatym krówkom to dobrze na mleczko służy....Ale wracam do tematu bo dzisiaj nie o tym.
  Jest to mój pierwszy wpis od porodu, a to czy go skończę też stoi pod znakiem zapytania, bo od 5 minut piszę jedną ręką, a drugą trzymam Franka. Jak to się stało, ano mąż musiał, gdzie...no do toalety :) koło się zamyka, lecz nie chcę kończyć tego posta bez morału, lub chociaż porady.
   Więc do rzeczy: drogie świeżo upieczone mamy:
1. gdy tylko maleństwo uciszy się na chwilę po przebudzeniu, znajdujemy chwilę dla siebie, omijamy sterty pieluch i prania i przedzieramy się do łazienki. Podstawą jest praktyczna i ładna fryzura zrobiona z samego rana, bo nie liczcie, że później znajdzie się na to czas. Ile razy już otwierałam listonoszowi drzwi i dopiero później patrzyłam w lustro, a tam był potargany potworek. Pewnego dnia powiedziałam basta, wymyśliłam sobie upięty na czubku głowy stylową złotą klamerką warkocz. Od tamtej pory zawsze otwierałam drzwi zadowolona, bo mimo, że zmęczona opieką nad szkrabem, to zadowolona z tego jak wyglądam. Przecież matka polka nie musi wyglądać jak 7 nieszczęść :)

2. po porannej toalecie, najważniejsze jest śniadanie, musi być szybkie i pożywne, gdy wejdziemy do kuchni nie zwracajmy uwagi na ewentualne brudne naczynia i nieład, najpierw śniadanie!!! wiele razy zabierałam się przed za zmywanie i sprzątanie by zjeść w czystej kuchni z czystym sumieniem, jednak najczęściej gdy siadałam by skonsumować posiłek, dziecko budziło się z płaczem.A o  moim pomyśle na super power śniadanie dla super power mamy w kolejnym poście :)

No to kończę, udało się, je je je, post zakończony, biegnę ratować tatusia, który niestety nie ma cycusia, więc potrzebna jest mamusia.